Forum replies created
Dziś przypomnimy Wam świetny film z czasów lepszej Polski (PRL)…
Film fabularny pt. “Życie raz jeszcze” – serdecznie polecamy to obyczajowe, społeczne i romantyczne arcydzieło.
Reżyseria: Janusz Morgenstern.
Scenariusz: Roman Bratny.
Rok produkcji: 1964.
❤️❤️❤️❤️
Dziś wspomnimy o legendarnym klubie z Grecji – AEK Ateny.
Jest to jeden z najbardziej utytułowanych klubów sportowych w tym kraju, a jego kibice (Original 21) znani są wszędzie ze swych antyfaszystowskich, lewicowych oraz rewolucyjnych i robotniczych poglądów.
Brawa dla Tow. z AEK Ateny!

Czasami zdarzają się takie wykwintne potworki w formie pomników, iż w sumie nie wiadomo czy projektanci robią je na złość, dla żartu, czy może – po prostu – są aż tak ślepi, że nie widzą rzeczy absolutnie oczywistych?
Poniżej: jeden z takich właśnie “genialnych” pomysłów na pomnik (przedstawiający Karola Wojtyłę).
!Uwaga!
Papież z ptakiem na wierzchu!
😂😂

W sumie nie wiadomo (do końca): śmiać się czy płakać?!
Wiemy jednak na pewno – tak wygląda w praktyce (na całym świecie) reżim kapitalistyczny.
Nie ma czegoś takiego jak “kapitalizm z ludzką twarzą”, “ludzki, humanistyczny kapitalizm”, “pro-społeczny kapitalizm”. “demokratyczny kapitalizm” itd.
To wszystko tylko formułki dla naiwniaków…
😅 😂 🤣

Rewolucjonistka
Pędzą powietrzem rozjuszone chmury,
niosące burzę i księżyc. Wicher stentorowy
napełnia kłębami mgły cmentarne mury
i w porfirową katedrę wypręża się mgła.
Szumi rzeka,
szumią latarnie,
szumią drzewa nad grobami,
szumią trawy pod stopami,
szumią deszcze, i gwiazdy płaczą na wysokości
i włosami złotymi opadają łagodnie na serca nieme,
niosące burzę i księżyc. Wicher stentorowy
przelata szczytami katedry
płacząc,
i na zwał darni, i na mgły zwalisko
sypie wał miesięcznego szkła.
Pochylcie głowy!
Przed wami na katafalku,
w skłębionych świateł rzece,
leżą bezwładne i ciche
zwłoki kobiece.
Blady stalaktyt lodu,
ułamany lekko u sklepień.
Kropla jeziornej wody,
lśniąca na stepie dalekim.
Promień najbledszej gwiazdy,
położony na pałce, przegięty.
Jej czoło to księżyc, kołem na poły
rozcięty!
Jej usta to luna, to lumen, to łuna,
to kolumna purpury, na warg dwoje złamana,
w dwa grona złożona, szalona piołunem,
czerwona całując, wyssana ustami.
To ust rozcałowanych ruczaj po czole się wije,
i gra, błękitnieje, i usta zalewa.
Oplata jej skroń, i powieki, i brwi jej,
i tętni, i wzbiera, i grzmi, i wylewa.
I błękit obłędny na krew się przemienia,
i kipi, i bulgoce, i rozjusza się, i rozwichrza.
Piersi dwie, jak dwie męki, i dwie radości, i dwa olśnienia,
dwie noce, i dwie moce, jedna prędsza, druga cichsza.
I rozkosz najstraszliwsza i podobna do huraganu,
do malstromu, do oceanu, rozbieganego pianą i paniką,
rozrywanego
grzmiącą organiką,
rytmiką, gamiką
wstrząsanego.
Chmur potęgi
tułów o tułów trą z tępym szelestem
wydzierając piorun z pomiętych przepon,
i drzew tułowy,
rozwalone w konarów podniebne zasięgi,
wylatują z chmur, w bazaltowy mur krzepną,
i ramiona żałobne, ścięte do połowy,
tragicznym gestem
zawieszają nad tonią mgły.
Pochylcie głowy!
Pochylcie głowy!
Półmrok wygina się
w półkrąg szeroki.
Przed wami na katafalku
kobiece zwłoki.
Blask je dokoła jak wyspę opłynął,
deszcz rozdzwania je muzyką kropel.
Nad wezgłowiem majaczy we mgle
kamienny profil.
Uwieńczone łopotem bander,
czoło o wiatr zastygły wsparła.
Owinięto ją w płaszcz, i w wichurę, i w szkarłat,
w sztandar!
Bo w zamieci i w płaszczu, i w czerwieni, i w gniewie,
na barykady parła z karabinem w garści!
Za nią bruk nie tętnił, huragan nie wiał,
tylko ludzie szli od żelaza twardsi.
Armaty końmi ciągnięte ciężko,
najeżone śmiercią, w otchłannych płucach
przelewały krew, gdy, jak Moru cielsko,
gnała w dymie, ulicą, we krwi — Rewolucja!
W ustach nieulękłych, twardych, groźnych
taka zaparła się walki żądza,
wola, i sił taki zwał, taki rozmach,
taka zawziętość, i taka mądrość;
z oczu, co szły niby stal szeleszcząc,
taki głód zaskowyczał upiorem,
że glob się zatrząsł w podziemnych dreszczach,
i chrapnął grzmot, i wystrzelił piorun.
Jak niszcząc wali się wylew Ontaria
kolumną stall po niwach Ameryki
zatapiając ląd: tak szedł Proletariat.
O Piękna, i ty wolałaś w szereg iść,
I lecieć na bój, i przewodzić armii,
i hymny śpiewać, i krew całować,
i chorych karmić, i martwych chować,
i rany leczyć, i śmierci przeczyć,
i śmierć przynosić, i wieści nosić,
i biec po trupach, i wiać po polach,
i w sidła wabić — i w kępie osin,
samotna, wroga spotkać i polec!
O Piękna!
O Wielka!
O Niezwyciężona!
Ze czcią całujemy włos twój płowy.
Niech nad tym grobem nawet męskie oko
zaszkli się łzą.
Bracia, pochylcie głowy,
podajcie dłonie!
W naszych sercach grzmi radość odległych zwycięstw,
jej serce nie bije więcej.
My wiarę w ludzką moc oddamy chyba z życiem,
jej serce nie żyje więcej!
Ale z jej łona poczęty,
pod sercem noszony,
piersią wykarmiony
syn
z gwiazdą
płomienną
na czole,
kiedy dorośnie,
bagnetem najeży karabin,
i będzie wolał polec
śpiewając
rewolucyjny
hymn,
niż zdradzić!
Stanie w szeregu z nami,
zbrojny, do marszu gotowy,
pieśnią do walki poderwan,
i runiemy zwartymi kolumnami
na świat zawalony ścierwem!
Podnieście głowy!
Jesteśmy lawina światła, której ogrom wulkany przepiętrza
i miłością słońce przewyższa.
Jesteśmy wolność,
i zwal, i szał, i szczęścia wystrzał!
Jesteśmy lawina światła, zaczajona w granatowych zakamarkach,
wisząca na krawędzi przepaści, której dno pieni srebrny wodospad.
Lawina czekająca na piorun, aby sfrunąć z wapiennych arkad,
przepaść gruzem zawalić po brzeg, wypchnąć zdrój i na świat wydostać.
Że kaskada człowieczej radości bucha z krwi rozszalałych kaskad,
że pożarem płoną włosy nasze, że bunt zęby nienawiścią wykręca,
temu wyście winni, Demony, których brudne, złocone ręce
wysyłają po nasze głowy żołnierzy w mundurach i kaskach.
Szturmujcie w mur naszych serc taranami zawrotnych tortur
po stokroć — i po stokroć powleczcie na śmierć,
i po stokroć, i po stokroć! strąćcie
w pustkę katakumb —
— podobne ptakom,
wylecą słupy jasności i rozepchną portal!
Najrozpaczliwszych katorg
konstruujcie żelazne kręgi, niech armaty odszczekają pogrom —
— wstaniemy!
Wstaniemy, jak ocean, jak olbrzym, jak ogrom,
i zwalimy w ruiny zator!
Zatłuczemy kolbami bestię,
której kadłub czarny i zimny
drogę do szczęścia grodzi.
Moc truchleje, bo Miłość się rodzi:
bracia, do mnie! Na wieczny chrzest jej
śpiewajmy hymny.
Lucjan Szenwald,
Kwadryga – 1929 r.
Nie sposób pominąć w tym wątku oficjalnej strony Światowej Federacji Młodzieży Demokratycznej (ŚFMD)!
To największa międzynarodówka młodzieży postępowej, rewolucyjnej i robotniczej na całym świecie.
Działa nieprzerwanie od 1945 roku, skupiając miliony członków na całym globie.
W Polsce oficjalnym sympatykiem ŚFMD jest m.in. Postępowa Młodzież Polski oraz Postępowi Pionierzy.
Polecamy ten odnośnik:
Światowa Federacja Młodzieży Demokratycznej
Udostępnij:
- Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
- Share on LinkedIn (Otwiera się w nowym oknie) LinkedIn
- Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
- Share on Reddit (Otwiera się w nowym oknie) Reddit
- Share on Pinterest (Otwiera się w nowym oknie) Pinterest
- Share on Telegram (Otwiera się w nowym oknie) Telegram
- Więcej
- Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
- Udostępnij na Tumblr (Otwiera się w nowym oknie) Tumblr
- Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
- Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
- Share on Mastodon (Otwiera się w nowym oknie) Mastodon
- Share on Nextdoor (Otwiera się w nowym oknie) Nextdoor
- Share on Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky
